“Na rozstaju dróg, gdzie przydrożny Chrystus stał…”
Posted by lukaszr on sierpień 29th, 2008
Długo już nie pisałem tutaj niczego…
Raz, że trza było odpocząć trochę od pisania. Najważniejszym jednak powodem była myśl, że za wiele osób tutaj nie zagląda. Jednak dowiedziałem się ze ściśle tajnych źródeł, że znaleźli się “czytacze” mojego bloga, których serdecznie pozdrawiam i przepraszam, za chwilowe zawieszenie działalności
Tym razem napiszę o rozstaju dróg, do którego niewątpliwie dużymi krokami się zbliżam…
Kiedyś był czas, że sobie planowałem, układałem swoje życie. Że wtedy i wtedy zrobię to, a wtedy i wtedy co innego. W miarę upływu życia nauczyłem się jednak czegoś innego, że niewarto planować na dłuższą metę, ponieważ życie często samo pokazuje drogę, którą należy iść. Że to co planowaliśmy to nieraz, za przeproszeniem - szlag trafia. I w sumie cenię sobie takie życie. Staram się nie przejmować dalszą przyszłością.
Nadchodzi jednak trudny czas wyboru jednej z moich dróg.. i wybór jest taki, że coś czuję, że jakby się zaplanowało, to by chyba łatwiej było.
Największy problem polega na tym, że wybór jednej z dróg będzie wyborem jednej miłości, a porzuceniem drugiej i na odwrót…
Nie wyobrażam sobie życia bez śpiewu. Kocham to robić, dawać coś od siebie ludziom. Daje mi to radość, szczęście i kiedy to robię to czuję się człowiekiem spełnionym. Ale… męczę się w Częstochowie. Męczę, bo ciągle dookoła siebie widzę płaskie tereny.. nie ma gór. Taki dziwny paradoks…, kiedy nie ma mnie w Częstochowie, tęsknię za śpiewaniem, a kiedy z kolei jestem w niej, to tęsknię za górami.
Nadchodzi czas kolejnej wielkiej mojej bitwy o studia - tak bitwy, różniącej się jedynie od tej prawdziwej, brakiem rozlewu krwi. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, za rok kończę studia. I co dalej?
No właśnie… zostać w Częstochowie i zaśpiewać przy okazji “Góralu czy ci nie żal?… Dla chleba, Panie, dla chleba, góry porzucić trzeba?”. Czy nie śpiewać i w góry powrócić trzeba?
Idealnym rozwiązaniem byłoby połączenie tych dróg, ale niestety jest to niemożliwe.
Rozum nic nie daje w tej sytuacji… ponieważ nie przeważa szali, ani w jedną stronę, ani w drugą.
Kiedy sobie nad tym myślę, to przychodzi mi do głowy tylko jedno rozwiązanie. Obie miłości są równe, a więc 1=1. I kiedy sobie myślę w ten sposób, to mam głęboką nadzieję, że może pojawi się na którejś z dróg jaka jeszcze jedna miłość. Wtedy byłoby z jednej strony 2, a z drugiej strony 1… No ale to tylko gdybanie..
A w tej chwili to cóż.. nie pozostaje chyba nic innego jak czekać na to, jaką odpowiedź czas przyniesie, a teraz zacząć się przygotowywać do nadchodzącej bitwy. Byleby tylko sędzia był sprawiedliwy i nie stał się katem…
Na zakończenie, żeby nie było tak rzewnie, to coś wesołego.
…
No już tyle - czy te kropki nie są wesołe?
sierpień 30th, 2008 at 05:47
widziałam kiedy przyjść
ale kombinujesz chłopcze
a nie możesz tygodnia spędzac w Częstochowie i tygodnia w górach ;)?
sierpień 30th, 2008 at 14:35
Tydzień tu i tydzień tu… prawie jak marynarz, co dom ma w każdym porcie
Ja lubię podróżować… ale bez przesady
wrzesień 6th, 2008 at 12:12
Tak naprawdę to nie wiem co napisać,ale tym wpisem chciałam dać znak,że tu zalgądam
Życiowe wybory są zawsze trudne i rzadko kiedy oczywiste.A jeśli przychodzi nam wybierać między miłościami,to są to już najgorsze rozstaje,jakie nam przyszło spotkać.Ale drogę musimy wybrać sami,bo tylko my znamy wartość naszych miłości. Czasem los nam pomaga i ułatwia wybór.
Ja trzymam kciuki i wierzę,że nadejdzie dla Ciebie szczęśliwej drogi czas.Drogi w której będzie miejsce dla Twoich obecnych miłości i tych nowych,które napotkasz w życiu,na pewno.
A wydawało mi się,że nie wiem co napisać