Bye!!

No cóż, stało się, wyjazd zbliżył się bardzo… jutro jadę. Szczerze mówiąc, to naprawde mi się nie chce. To znaczy chce mi się, ale mi sie nie chce. Bo dużo pracy będzie. Bo sie nie wyśpię. Itd… Ale wiem też, że gdybym nie pojechała, bardzo bym tego żałowała. Bo muzyka. Bo morze. Bo ludzie…

Ostatnie dni były pod hasłem Mozart. Ale muzyka raczej nie… stary dobry polski rock mnie naszedł. Myślę, że troche za sprawą Grzesia i Wilków. Miły taki powrót do przezłości. Z każdą piosenką wiąże się jakieś wspomnienie. Wspomnienia nakładają się - jedne na drugie. Tworzą historię. Taką malutkę, mojego życia. I pamiętam… :*

Szkoda, Pawełku, że nie udało nam się spotkać. Naprawdę żałuję. Mam nadzieję, że po moim powrocie nadrobimy straty. Tymczasem powodzenia na koncercie. Dla reszty oczywiście też :D

Aniu, mam nadzieję, że jak już wrócicie i ja też jak już wrócę, to częściej będziemy sie widywać. Ostatnio jakos tak… nie wiem co jest :-(

Drzewa mam nadzieję nie są obrażone… czasami trzeba dokonywac trudnych wyborów. Tym razem wybrałam rodzinę. Nawet nie żałuję, sorki.

Dominika, o Tobie nie będę pisać, bo przecie my sie widzimy… i o ancymonie tysz.

Cóż, jeszcze może tylko MarJoli napiszę, że cieszę się bardzo, że to już za tydzień. Troszkę Wam zazdroszczę, tzn ja też bym tak już chciała :D

Agniesko, szkoda, że się nie spotkałyśmy. Moja wina. Strasznie zabiegana i zamotana byłam ostatnio. Ale ksiażki nadal chcę pożyczyć, tylko jak juz wrócę. A jak będziecie organizowac to spotkanie, to wypijcie moje zdrówko :D Moze spotkamy sie tez jakoś na początku wrzesnia?? Lc?? Lukas?? Hę :>??

No i na koniec jeszcze cytat ze “Statku ” Łysiaka:

“… czy sztuka się zaczyna, czy kończy sie tam, gdzie obraz można powiesić do góry nogami bez żadnej szkody dla treści i wymowy dzieła, bo publiczność i tak nie zauważy tego wcale…”

No, to do zobaczenia za dwa tygodnie… :*

niedziela w środku tygodnia

Witam Państwa!

Ależ mi to święto zamieszało dzisiaj w głowie. Bo jest środa, a ja myślę, że niedziela. Chyba wiele osób ma taką zamotkę jak ja…

Właściwie to nie wiem, co pisać jakoś takoś… Lecą te dni jak szalone. Już w niedzielę jedziemy, zostały raptem 3 dni. Jeszcze trzeba się spakowac, poprać, poprasować (może niekoniecznie w tej kolejności) i już.  A mnie się nie chce. Oj jak mnie się nie chce. Właściwie to jeszcze nic nie rozczytałam, a do poniedziałku niedaleko. Tylko nie wiem czemu, jakoś mnie to szczególnie nie martwi. Kurcze, przeciez mogę się pokpić. Ale co mi tam. Dzisiaj gadałam z Wodą i ona ma te same odczucia. Tyle, że ona w końcu nie jedzie na te warsztaty. Będzie co ma być.

Nic to, wracam do nauki. Wakacje wakacjami, warsztaty warsztatami, a egzamin 12 września.

hmmmmmm… taaaaaaak…

Miałam pisać codziennie, lub prawie codziennie. Ale ostatnio jakas taka zabiegana byłam…

No to tak:  Mamy Tre Alberi, w tym jedno z importu. Cieszymy się bardzo i czekamy na zdjecia.

Skończyłam już pracę. Fajnie było. Dzięki, Grzesiu , że nie dałes mi się przepracować. Urocze to wszystko było, naprawdę. Teraz to jakoś rzadko się takich ludzi spotyka. Ja też jestem pod wrażeniem.

Brat kończy remont. Też bardzo się cieszę. To chyba takie małe spełnienie marzeń, nieprawdaż ?? A właśnie, ciekawa jestem, czy Wy czytacie tego bloga, Dzieci kochane…

No to tak w skrócie jest mniej więcej. A do cytatu jestem dziś nieprzygotowana.

PS. Aga, może umówiłybyśmy się w tym tygodniu jakoś, pożyczysz mi tej książki ?? I moze jeszcze czegoś?? Chciałabym mieć co czytac na Mozarcie…

Pozdrawiam!!

pracy dzień drugi

Dzisiaj popracowalam nawet. Fajnie było. Zrobiliśmy sporą część z tego, co mamy zrobić. TP SA od srodka jest jak labirynt. Jakby mnie Grześ tam zostawił, to bym chyba z tydzień szukała drogi do wyjścia.

Poza tym kwiatkuję. Aktualnie dokończyłam ubranko dla samochodu Stefanki na ślub wierzby. Ufff… Chwilowo mam dosyć. Ale zamówienia się pojawiają - miło. Polecam się.

Wiecie co, nie napracowałam sie jakos szcsególnie, a bardzo senna jestem. Czym to spowodowane?? Przeciez ani za późno nie poszlam spac, ani wczesnie nie wstałam. Dziwne.

Wczorajszy koncert… chyba za dużo takich imprez za sobą. Jakoś średnio mi się podobało. Nie podobało mi się to, że było tam tyle ludzi, chociaż to akurat jest plus. Ale na placu jakos kiepsko było słychac, ludzie gadali i w sumie to nic nie było słychać poza gadaniem. Później jak stanęliśmy sobie na środku Kilińskiego, było lepiej. Tylko widac nie  było. No ale koncert jest od tego, żeby słuchac. Nie podobało mi się również to, że wszelkie wywiady itd nie były odpowiednio nagłośnione. Rozumiem, że to szło pod TVP, ale czy ludzie pod sceną sie nie liczą?? Nie podobało mi się również to, że artyści nie spiewali w większości na żywo. Udawać, że śpiewam, ja też potrafię. Pewnie zastanawiacie się, czy w ogóle coś mi sie podobało. Oczywiście. Podobała mi sie sama idea koncertu. Podobała mi się scena, nie było takiej jeszcze w Częstochowie chyba. Podobał mi się również dobó repertuau gwaizd. Tak spokojnie, ale nie nudno. I podobało mi sie też to, że częstochowianie dopisali, że dużo ludzi było. Wiem, zaprzeczam sama sobie, pisałam, ze to minus. Ogólnie super, że przyszliśmy. Tylko zachowanie niektórych było kipeskie i to, że przez gadanie kiepsko było słychac muzykę.

Dobrze. To ja sobie idę

Papa

Praca

Witojcie!!

Siedzę właśnie w pracy i się nudzę… 3 godzinki, a ja zdążyłam wypić kawę… W sumie, to można tak pracować.

Deus Meus

Dziś był koncert w Piekarach Śląskich na festiwalu “DLA JEZUSA”. Deusiątka, gratuluję koncertu!! Mimo, że było kilka niedociagnięć (zboczenie zawodowe:/) to i tak byliście rewelacyjni. Mimo deszczu. Mimo wszystko. Dla Jezusa po prostu.Tak jakoś dużo dzisiaj było o tym moim zamążpójściu… Dziwne to wszystko.

Aga, teraz konkretnie do Ciebie. Pisalas o mnie u siebie na blogu, niby masz rację, ale chyba nie do końca. Piszesz, że problemy są po to, żeby je rozwiązywać. Oczywiście, że tak. Ale to wszystko nie jest takie proste. Kiedyś nadchodzi taka chwila, ze masz wszystkiego dosyć, ze chcesz to wszystko rzucić i nagle okazuje się, że siedzisz w tym zbyt głęboko, że nie możesz tego zostawić. I nagle coś, co bylo dla Ciebie przyjemnością, staje się ogromną męczarnią. I trudno sobie z tym poradzić. Mówię Ci to z własnego doświadczenia. Minął rok, dopiero mogłam spokojnie reagowac na pewne “komunikaty”. Ale nie chcę tego tutaj pisać, jak bedziesz chciała, to kiedyś Ci opowiem.

Przyznaję się bez bicia, że nie mam dzisiaj żadnego cytatu dla Was… nie mialam na to czasu, a teraz nie mam siły… Już prawie druga, ja własnie wróciłam z Piekar i chyba chce mi sie spać. No własnie!

“Duchu Święty ogarnij mnie,
otwórz oczy mego serca, napełnij miłością.
Duchu Święty, ja kocham Cię
Niech twa Święta Wola pełni się”

/Deus Meus/

Święta Paszcza

Dziś dzień pod znakiem Świętej Paszczy*. Wszystko oki, tylko, Dominika!! za wcześnie zajechaliśmy. Uważam, że śpiewanko wyszło nam nieźle. Kto by pomyślał, ze kiedyś będę śpiewac w kwartecie, nie wywoływana na środek , tak, żeby pot spływał mi o tu… ;-) No ale śpiewałam i fajnie było. I miło tez było spotkać tylu znajomych ludzi, szczególnie xK. Księciuniu, wszystkiego dobrego!! Mam nadzieję, że jeszcze się będziemy spotykac częściej, tęskniłam przez ten rok…

“Widzi Apollo Dafnę, widzi ją i kocha,
uwodzą do czcze wróżby i nadzieja płocha.
Jak się zajmuje słoma, kiedy nieostróżny,
Przy niej pochodnie swoją zostawi podróżny,
Tak Apollo miłości płomieniem goreje,
A ogień podsycają zwodnicze nadzieje.”
/Owidiusz/

Stare czasy… hihi…

Moje dzieła

Poztanowiłam wstawić tu tez moje dzieła. Może dobrze by było, żeby były jakoś nie na głównej stronie, tylko na zasadzie albumu?? Ludwikc, jak tego dokonać ??

Kwiat

Burza

Własnie trwa burza. Wiem, wiem… powinnam wyłaczyć komputer, Ale robiłam to już 3 razy. Była sobie burza, niby przeszła, włączam komputer, wraca, to znów wyłaczam, ona idzie itd… Więc teraz pisze mimo, że grzmi. Już wystarczy, ze fizycznie jestem sama. Chociaż wirtualnie będe miała towarzystwo.

Jakiś dzisiaj w ogóle burzliwy dzień. Obudził mnie pan Grzegorz, z którym od 1 sierpnia mam pracować. Mam nadzieję, że będzie tak miły, jak był przez telefon. Później przyjechał kurier z umową moją o pracę i materiałami szkoleniowymi :/ No cóż, trzeba to przeczytac niestety… Później pojechałam do Urzędu Skarbowego i oczywiście nic nie załatwilam, ale w międzyczasie zadzwoniła pani Lucynka z Wrocławia z IT i dopowiedziała mi wszystkie szczegóły dotyczące pracy.
Cały dzień też w wolnych chwilach siadałam do pianina i próbowałam grać tego Wagnera. Dzięki, Przystojny, za pomoc. Dobrze, ze Ty we mnie wierzysz, bo ja w siebie nie wierzę, a okazało się, że nie jestem tak tępa jak mi się wydawało. Pierwsza część w miarę opanowana. Może podasz co dalej jest?? :D (Szkoda, ze nam to piwko nie wypaliło, potrzebne mi dziś było)

Później zadzwoniła mama, że trzeba iśc na kuzynki urodziny. No tego, to kompletnie w planach nie miałam. Szczerze mówiąc, to sie nawet o to wkurzyłam. I jeszcze to, co tam mama wygadywała. Nie ida z nią nigdzie w najbliższych dniach.

No i tak sobie mija dzień za dniem… zbliża sie natomiast Mozart, z czego się nawet mocno cieszę. Tata mnie dofinansował, więc juz o stronę materialną sie nie martwię. Teraz tylko przydałyby się nutki, żeby sie nauczyć co trzeba. Bo 1-9 sierpnia, to raczej nie zajrzę nawet tam… Nic to, zdolna przecież jestem ;-)

Aha, zapomniałam o cytacie… hmmm… nic ciekawego nie przychodzi mi do głowy… niech no ja sie zastanowię… O, mam!!

“Miłość zamieszkała gdzie indziej
niż my
raczej daleko stad…
poszukajmy więc
niezwykłego w kochaniu
- by nas poprowadził
do… niej
albo chociaż
tylko
wskazał drogę…
/T. Żółtko/

Ja kiedys szalałam za Tomkiem Żółtkiem. Takie powiedzmy okolice matury. Dzięki ci, Piotrek za tę fascynację… :-)

Stacher-Chuck

Czwartek pod znakiem Stacherczaka - cóż za nowość :D Kolega W. zrobił sobie ze mnie niezłe jaja sms’em “Gdzie jesteś i co chcesz jeść??” Cóż - no w końcu było “Głodnego nakarmić”. Gratuluję, panie Michale pomysłu!!

Poza tym co, no chyba nic ciekawego… Dominika, było coś ciekawego?? (Napisałam o Tobie)

Ah, no ciekawe, to były przemyślenia Pomo po filmie. Masz rację. Gonimy za pieniadzem, a życie nam ucieka między palcami. Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. Rodzina… miłość… tak, nie za często mi się to zdarza, ale zgadzam sie z Tobą w 100%. Nie można dopuścić do sytuacji, że nie zdążymy powiedziec “Kocham Cię”. “Nie ma co gadac, trzeba działać” Od Ciebie akurat słyszałam te słowa wiele, wiele razy i mam wrażenie, ze cały czas nawiązujesz do tego samego. Tylko co robić?? Szkoda, że Ty nie czytasz tego bloga i mi nie odpiszesz… a ja jak zwykle nie zapytam…

Dosyć tej melancholii… słowo na dziś zaczerpnę z Brewiarza.

Daremne jest wasze wstawanie przed świtem *

i przesiadywanie do późna w nocy.

Chleb spożywacie zapracowany ciężko, *

a Pan i we śnie darzy swych umiłowanych.

Oto synowie są darem Pańskim, *

a owoc łona nagrodą.

Jak strzały w ręku wojownika, *

tak synowie zrodzeni w młodości.

Szczęśliwy człowiek, *

który nimi napełnił swój kołczan.

Nie zawstydzi się, gdy będzie się spierał *

ze swymi nieprzyjaciółmi w sądzie.

/Psalm 127/