Straszny dzień

Witajcie, straszny dzień dzisiaj mialam. Zaczął sie bardzo miło - Ciarupowo… ale póxniej było coraz gorzej. Jednak nie będę o tym pisać, bo po co?? Może w koncu zamieszczę tu jakies zapiski o Mozarcie. Njapierw przepisze to, co napisałam w trakcie (czyli niewiele), a później dopisze resztę, jak mi wystarczy samozaparcia…

19.08.2007 1 dzień Mozarta

Witajcie Kochani! Jestem już w Trzęsaczu na Mozarcie. Bardzo mi sie tu nie chciało przyjeżdżać , ale może dobrze, że jestem.

Jestem… na razie jestem strasznie zagubiona. Ale byłam już nad morzem. Chciałam do kogoś zadzwonić, żeby ten ktoś posłuchał szumu morza… ale nie mialam do kogo :( Życie.

Cytat na dziś
“- Co to bylo?
- Jabłko antonówka.”

Hihi… Dobranoc, Dziubaski :*

Dzień 2, 20.08.2007

Piszę do Was z próby chóru. Tradycyjnie na nutach. Ale to chyba nikogo nie dziwi.
Jakoś mam wrażenie, że nic nie umiem. Myślę, że to dobre wrażenie. Ale na pocieszenie: Nie jestem sama. No ale chyba po to tu jesteśmy, żeby ćwiczyć. Jest kilka spraw, które mi się nie podobają, ale nie wszystko musi mi się podobać :)
Później…
Jestem już po przesłuchaniach. Było śmiesznie. Weszłam z Kopinką, czyli jak na zajęciach. Jakoś specjalnie się nie stresowałam. Git.

Dzień 4, 22.08.2007, Środa

Znów notka podczas próby na nutach.
A jednak się myliłam. Jest git! Pomijając pana Przemka ;) Praca wre. Po wczorajszym dniu myślałam, że nie wydam dziś z siebie sensownego dźwięku, ale jakoś idzie. A dzisiaj próby z samym Guru . Jest fajnie.
Nie wiem, skad we mnie ten entuzjazm. Nie wyspałam się przecież… Pogoda się psuje, a przed nami dłuższy wolny czas :/
Wieczór
Mimo, że pogoda faktycznie sie zepsuła, poszliśmy na plażę. Wieloryby się nawet kąpały. A ja ponad 2 godziny robiłam NIC. Po prostu sobie leżałam i już.Fajny to czas z muzyką. Morze działa jakos tak uspokajająco… cudnie. Jak będę miała jakieś zdjecia, to może Wam tu cos wrzucę. A ciekawe, czy ktoś z Projektu (oprócz Dominiki i Ślęzaka) czyta mojego bloga.
Tak ogólnie, to ja chyba za poważnie traktuję muzykę.

Resztę dokończe innym razem, bo nie chce mi się już przepisywać… A może już nie będe przepisywać, bo nic ciekawego tam nie ma. Jak tylko skończyły się warsztaty, nic nie napisałam. W trasie nie miałam kiedy. Wstawaliśmy rano, jedliśmy śniadanie, wsiadaliśmy w autokar, jechaliśmy gdzies tam, wysiadaliśmy, próba, obiad, czas wolny, próba, koncert, kolacja, spać… I tak przez ponad tydzień… Fascynujące, nie??

No nic, pozdrawiam, Ciarupstwo…
Dobranoc :*

2 Responses to “Straszny dzień”

  1. nikt oprócz mnie i Dominiki nie czyta Żulu Twojego bloga bo szkoda czas :P :P :P ;)

  2. A właśnie, że nieprawda! Są też inni :D

Leave a Reply