Płaczący kot…
mamy na uczelni kota… Dzisiaj poszłam sobie na chłopa przed chórem, bo czekałam na kserówki i postanowiłam sobie przećwiczyć dyrygowanie… no oczywiście przyszedł kot i chciał mi się wepchnąc na kolana. Odpychałam go - ciągle dyrygując, ale on jednak znalazł jakieś przejście i wlazl mi na kolana. No to chciałam go zepchnąć, bo mi przeszkadzał, a on się popłakał… po prostu łzy mu leciały z oczu… no tego to jeszcze nie było, żeby kot przeze mnie płakał. Chyba go nawet pogłaszczę jutro jak go spotkam…
Tymczasem ja pozdrawiam Was… no i jak zwykle zapraszam na stajenkę