03.26.09
Mrowisko
Rozmawiałam ostatnio z wieloma nowo poznanymi osobami z Warszawy i okolic. Mają bardzo różne, ciekawe a czasem nawet agresywne podejście do planów, zasad osób przyjezdnych. Nie sądzę by to było źródłem ich zazdrości względem kogoś, kto znajduje odwagę by rozpocząć życie w innym miejscu, bez przyjaciół, dawnych kontaktów, czyli prawie od zera. Prędzej zaobserwowałam jakąś niewygodę obejmującą wiele osób, niezadowolenie z życia i okazuje się, że w każdym miejscu na świecie są ludzie zarówno zadowoleni jak i szukający potocznie dziury w całym.
Zabawne, że wyjeżdżając, mniej to przeżywałam niż osoby wokół. W Częstochowie mówili: dlaczego to robisz? Jaki będziesz miała pożytek? Te pytania zmieniały czasem postać w: zostań. Szkoda, że wyjeżdżasz. Gdy zrozumieli, że nie żartuję: mam nadzieję, że będziemy utrzymywać kontakt.
W Warszawie bardzo podobnie: dlaczego podjęłaś tę decyzję? Myślisz, że tu lepiej?
Znalazłam w końcu idealną metaforę-odpowiedź na wszystkie pytania.
Przypomnijmy sobie najpierw wycieczki szkolne. W szkole podążało się za nauczycielem. Szło się w jednym ciągu. Niektórzy szli w tłumie, inni na końcu. Jak myślicie gdzie znajdowałam się podczas wędrówki? Za nauczycielem, lub z nim w szeregu.
Podobnie mrowisko. Populacja ludzka przypomina w pewnym stopniu mrowisko. Wszyscy kształtujemy nasze środowisko, jedni w większym stopniu, drudzy w mniejszym. Zauważa się zaangażowanie w różnym stopniu. Niektórzy wybierają obrzeża mrowiska, mój wybór to sam środek.
