04.09.08

Sens wszystkiego

Posted in Melancholia at 23:24 autor agnieska

Pierwotnie miałam umieścić klątwy ciąg dalszy w tytule jednak w sumie nie o tym miałam pisać. Życie jest strasznie skomplikowane albo ludzie je sobie komplikują. Z mojej perspektywy istnieje pewna siła która działa przeciwko mnie^^ mówiąc o mnie. Nie wiem czy inni to zauważają, czy to może leży w ich podświadomości, jednak nie przejmują się sprawami tak bardzo jak powinni (a może jednak nie?) <powinnam była udać się na studia psychologii,  filozofii>
Wszystkie te rozważania są mi potrzebne, bo inaczej siedziałabym w zakładzie psychiatrycznym. Czy to skutek mojej chorej psychiki, czy może jednak jestem zdrowa i cechuje mnie specyficzna wrażliwość, a może po prostu mam jak niewielu bardziej “pobudzony” mózg w pewnych jego obaszarach niż inni? Do końca nigdy nie wiadomo, myślę, że po trochu każdego.

 Męczy mnie to, a zarazem przeogromnie cieszy, bo żyję całym ciałem i duszą, czuję to życie tak mocno, że dosłownie “boli”. To jest chore a zarazem piękne. Nie zrozumieją tego wszyscy. Co więcej: myślę, że nikt nie rozumie.
I sprawa, która mnie dręczy. Powrócę na chwilę do klątwy. Nie przestała działać, choć pewne różnice widać. Niech to szlag weźmie, jeśli nie działa, ale im mniej okazuję zainteresowania, tym więcej ludzi płci przeciwnej się interesują. Im mniej ich szanuję, tym więcej flirtują. Drażni mnie to. Świat jest do góry nogami. Nie o to przecież chodzi by robić komuś na złość, a mimo to wielu ludzi woli ignorantów, szczypawic czy wrednych idiotów. Dziwne. Podobnie gdy staram się coś osiągnąć, gdy na czymś mi bardzo zależy-po pewnym czasie nic mi się nie udaje. Gdy coś mam w nosie (czy w d*) to przychodzi mi to z łatwizną. Czy coś jest ze mną nie tak? Czy jakaś siła nadprzyrodzona płata mi figle? A może los się znęca? Nie wiem w co wierzyć, jednak wierzę w przekorę samego życia, planów. Zawsze wszystko idzie nie po mojej myśli, pisząc o pięknych, wielkich planach. Sprawy, których nie lubię sprawiają mi najwięcej łatwości. Ironia ^^ Kilka przykładów z życia wziętych: nie lubiłam podstawówki-wyniki b.dobre, nie lubiłam szkoły muz.-wyniki celujące, nie lubię aktualnych zajęć-wyniki b.dobre, natomiast to co lubię, o czym wiedzą nieliczni- sprawia mi trudność, jest wyzwaniem.
Nie sądzę by to było przeznaczenie. Jak wspomniałam wcześniej, są sprawy nad którymi nie możemy mieć kontroli. Tylko czemu od razu wszystko na odwrót? A może jestem na tyle chora psychicznie, że wyobrażam sobie wszystko? ^^

*
Krótka historia przytrafiła mi się w niedzielę rano przed szkoleniem, gdy stałam na przystanku autobusowym w alejach. Opowiem o niej, bo myślę, że była dość intrygująca.

Czekając na autobus, który się spóźniał kilka minut, podeszła do mnie starsza pani. Wygląd lekko lumpiarski, jednak ubrana przyzwoicie. Twarz zmęczona, może życiem…nie wiem. Zapytała czy mogę użyczyć kilku groszy. Odpowiedziałam przecząco. Nie dała za wygraną,powiedziała, że skończyła jej się renta, czeka do dziesiątego na kolejną i nie ma do tej pory z czego żyć. Znowu odpowiedziałam przecząco (nie próbując nawet sprawdzić czy mam w portfelu parę groszy). W istocie myślałam, że pijaczka. Zapytała kolejny raz: jestem głodna, chciałabym kupić sobie bułkę… a może pani ma kanapkę? Strasznie głupio mi się zrobiło. Uniosłam się dumą (nie chciałam się przyznać,że jednak mam pieniądze) i głupio odpowiedziałam, że nie mam pieniędzy i jade na mszę (wtf???) Po co to powiedziałam? nie wiem. Może chcialam uzyskać rozgrzeszenie za kłamstwo i pogardzenie kilkoma groszami dla biednej. Odeszła. Intensywnie myślałam o tym co zrobiłam przez kilka chwil, czułam obrzydzenie na samą myśl jaki zły ze mnie człowiek. Miałam wyrzuty… gdybym tylko mogła cofnąć czas. Spóźniłabym się na szkolenie, ale kupiłabym jej tę bułkę. Nie minęła minuta jak z pod ziemi wyłoniła się kolejna starsza pani, podeszła do mnie i zapytała: czy ma pani piećdziesiąt groszy? Teraz dosłownie czuć było od niej alkoholem, twarz też wskazywała na jej hobby. Bez wahania sięgnęłam po portfel (w tym momencie autobus przyjechał, mogłam nie zdążyć), i podałam jej pieniądze. Podziękowała, odeszła. Poczułam ulgę i wsiadłam do autobusu. Może dla niekórych to nie jest dziwne, jednak dla mnie ta druga pani była swojego rodzaju szansą na rozgrzeszenie za to, że nie chciałam pomóc tamtej. Nie podeszła ta sama, co więcej tu miałam pewność, że to pijaczka, a mimo to dobrze się poczułam. Wyrzuty męczyły mnie potem równieź, bo dałam nie tej co trzeba, ale myśli były o wiele mniej obciążone. Wyciągnełam pewne wnioski. Mam nadzieję, że historia również skłoni Was do refleksji.

Leave a Comment