03.27.08
real - złe wpomnienia
Tytuł jest zupełnie naumyślnie napisany. Real to wstrętna marka. Niewielu zdaje sobie sprawę, że sieć tych sklepów jest typowym przykładem jak nie powinno traktować się klientów!!! Mówią, że do trzech razy sztuka i doczekali się. Nie pozostawię tego bez komentarza, bez skarg na kierowników tu w Częstochowie. O ile starczy mi czasu, tak poświęcę czas by definitywnie zwrócić im uwagę na brak kompetencji, nie miłą obsługę wyskakującą z pretensjami. Oto kilka przykładów moich doświadczeń z tym sklepem.
Raz: najdalej trzy lata temu kupiłam film dvd i pierwszego dnia okazało się, że przeskakuje, urywa. Moje dvd nowe, nie obmacywałam poza tym tej płyty, szanowałam ją. W sklepie idę do działu odpowiedniego, kobieta wściekła, że ją zaczepiłam. Bierze tę płytę swoimi łapami, wkłada do dvd i działa. Z bezczelnym wzrokiem wyjmuje płytę, obraca ją i ma do mnie pretensje: no, widzi pani te odciski? ktoś musiał ją źle traktować. A sama ją przed chwilą macała, podczas gdy ja wcześniej w domu obchodziłam się nią jak z jajkiem. Potem kolejne zdanie (ja niepotrzebnie wystraszona): albo pani dvd tak porysowało płytę. Pokazuje mi niby porysowane miejsca, gdzie po wyjęciu z mojego dvd nie było tych rys! Nie dogadałam się. Ona wielce urażona, że chciałam wcisnąć kit, odesłała mnie. W domu płyta potem chodziła normalnie, czyli mógł być przypadek, że nie chodziła wcześniej. Ale jakie miałam wrażenie? ta głupia baba obsrała mnie za przeproszeniem z góry na dół.
Dwa: wchodzę do sklepu i gorąco, upał na dworze, a w środku duszno, parno jak w tropikach. Myślę sobie, że może nie włączyli klimatyzacji?? Podchodzę do pewnego typka, pytam co się dzieje z tą klimatyzacją? a on jak na głupią: tu nie ma klimatyzacji. Haha, roześmiałam się ironicznie i odeszłam, bo dosłownie zaniemówiłam. Taka duża sieć, znana w wielu krajach a nie mogą zapewnić komfortu kupującym? Pewnie cel jest taki: niech się namęczą, pocą, wtedy będa chcieli szybciej wyjść, a co za tym idzie więcej kupią głupich, niepotrzebnych rzeczy, czyli ‘gawno’.
Trzy: nie dawno dość kupiłam pewną bajkę Disneya. Były dwie. Jedna obrzydliwie brudna z paprochami za folią, tak jak gdyby jakiś pracownik śniadanie z tą płytą jadł, a w drugiej płyta była luzem. Z dwojga złego z obrzydzeniem wzięłam tę z okruchami, bo bałam się o płytę luz, która mogłaby być porysowana. W domu patrzę, a ta którą wzięłam ma pękniętą okładkę białą. Nie otwierając jej nastepnego dnia jadę do sklepu. Wchodzę na dział i tłumaczę sprawę. Babka zmęczona, niechętna, zła obraca tę okładkę, mówi do innej: no, patrz, zniszczona… I pyta mnie czego ja chcę/oczekuję. Więc zaczynam mówić, że chciałabym tamtą bo niebrudna, ale boję się żeby była porysowana, więc wolę tę, czyli nową okładkę. A ona z pretensjami: ale to wtedy będzie w czarnej! Ja: ??? chciałabym w białej, bo chcę komuś dać w prezencie. Ona: to w końcu jak? wymieniać na czarną czy nie? Czyli chciała mi zwrócić film w tej postaci z którą przyszłam. Bez sensu. I te obrzydliwe pretensje. Ja z miłym usmiechem, a w środku wulkan: chciałabym aby pani mi wymieniła tę okładkę na białą i włożyła ten druk do środka. Ona: no ale z czymś takim to proszę na dział z okładkami. My nie mamy obowiązku pani tego wymieniać. Tam można kupić. Bezczelna baba!! Tego mi brakowało! nie chciało mi się już tłumaczyć, że trochę lepiej wiem jakie mam prawa zgłaszając popsutą okładkę. To oni są winni tej popsutej okładki i mogłabym im zrobić niezłą reklamę, że beznadziejne produkty/nieestetyczne sprzedają! (w Niemczech jest nie do pomyślenia zepsuty towar). Ugryzłam się w język, a w międzyczasie inna dziewczyna znalazła cudem białą okładkę i bez słowa podała mi płytę. I trzeba było tyle się czepiać? Najlepiej gdybym do tej niemiłej powiedziała: pani uważa, bo zawołam Józka i porozmawiamy inaczej…Niestety nie znałam imienia kierownika ^^
Cztery: dziś poszłam z reklamacją kolczyków które kupiłam w Reserved. Na kwitku jest wyraźnie napisane: o zwrot proszę ubiagać się do miesiąca od zakupionego towaru, czyli pierwszy wniosek mam prawo ubiegać się o reklamację. Miałam oba bony i mówię do niemiłej babki: mam sprawę, nosiłam kolczyki tydzień i jeden mi zaginął. Podałam jej w torebcje jeden haczyk i drugi haczyk z osobną częścią, która się sama odczepiła. Ona patrzy na mnie jak na idiotkę i mówi: ale nie wiem co ja mam z tym zrobić? nie wiem czy coś w ogóle da się z tym zrobić. Ja: prosze pani, kupiłam dobre kolczyki, miałam nadzieję, że ponoszę je z rok, a jeden zginął, bo zapięcie było słabe. Chcę wymienić na takie same albo nawet inne. Ona z zmierzła miną, jakby chłopak ją zostawił albo zjadła coś trującego…tak, taka jaszczurka syczy: ale ja nie moge z tym nic zrobić, równie dobrze mogła pani po prostu zgubić jeden…Ja: no przecież mówiłam pani, że zgubiłam… Ona: to nic nie znaczy, tu wystarczy tylko zapiąć. Nie wiem co zrobić, muszę porozmawiać z kierownikiem. Czekam parę minut, wraca i mówi: przykro mi, nic nie da się zrobić. Znowu zagryzłam wargi i poszłam. Do jasnej cholery!!! To oni są winni złego produktu i kazali mi wyrzucić 12zł w błoto? Aż taka bogata nie jestem by kupować u nich kolczyki i zastanawiać się: kiedy mi się zniszczą? Ona powinna jak trusia w zębach przynieśc mi inne, przeprosić mnie że tak beznadziejne artykuły sprzedają i zaprosić ponownie do skepu. Tak się robi! ale…jak to mówią, sprawa jest otwarta i zamierzam coś zrobić z tymi niekompetentnymi pracownikami real!