02.26.08
Powrót
Dobre i zadowalające uczucie. I ciekawe doświadczenie. Interesujące tym bardziej że przed postem podstępnie postanowiłam zrezygnować z wirtualnego świata. Skomentować należy słowami: jak chciała tak miała. Tylko czemu moje niby żarty z umysłem stają się rzeczywistością? Tak, lubię te ciągłe gry z losem, przypadkiem, zbiegami okoliczności, wszystko jest zabawne i niebywale intrygujące na swój sposób. Na tym polega to “wielkie” życie. By móc mimo powagi sytuacji spojrzeć na różne sprawy z uśmiechem. Móc każdego poranka wstać i stwierdzić zupełnie od niechcenia nawet: to jest mój dzień! I tak się stanie. Tak będzie zawsze, bo świat jest taki jakim my go widzimy i jak go sobie wykreujemy. Swój buduję od dawna i póki co pewne sfery, czy też rozdziały mam za sobą, a nawet jestem zadowolona. Nie do końca oczywiście, bo choruję od urodzenia na perfekcjonizm spokrewniony z lenistwem, ale to tylko wina genów. Także nie zagłebiając się w cechy ,znając je nadzwyczaj dobrze, przejdźmy dalej… Zupełnie nie na temat ale bardzo na czasie: koleżanki zaręczają się, biorą śluby, rodzą dzieci. Co się dzieje? Świat oszalał
I nic by nie było w tym nadzwyczajnego gdyby nie koledzy-sępy myślacy o przekazywaniu swoich genów.