12.19.07
Uwolnić się od klątwy
Rozmawiałam z Martą na pewien temat i doszłam do wniosku: nade mną ciąży klątwa od przeszło 6 lat, gdy pierwszy raz zobaczyłam M. Mam głupie, beznadziejne wręcz szczęście do ludzi niezadowalających mnie w sensie psychicznym
Marta twierdzi (jako przyszły lekarz), że to nawet nie depresja tylko chwilowe złe myśli. Cóż, tyle że te interesujące myśli ciągną się od 6 lat… Nie lubię dziwnych ludzi, nie lubię komputerów, nie lubię programowania, excela, worda i Billa! Dajcie mi prywatną, bezludną wyspę. Chcę wyjechać na pół roku, gdzie bym mogła chodzić jak mnie Bóg stworzył (chyba Bóg albo ufoludki) i niech się dzieje co chce. Klątwa na pewno minie wtedy. Pisząc te słowa nie wiem co robię, bo jestem w stanie transo-sennym. Nie mniej: kto chce jechać ze mną na wyspę “wolności i czasu”?
Ludwik C. Siadlak said,
grudzień 19, 2007 at 02:17
A nie wsytdziłabyś się chodzić “jak Cię bóg stworzył” jakby ktoś z Tobą był na tej wyspie? :>
agnieska said,
grudzień 19, 2007 at 16:39
Zależy kto by był ze mną na tej wyspie