07.22.07

Kolejny piękny dzień

Posted in Wycieczki at 13:06 autor agnieska

Jesteście szczęśliwi? Kto tego pytania sobie nie zadaje… Nie o tym jednak mam zamiar pisać, a o osobistych przeżyciach. Po przeczytaniu paru poleconych, i nie poleconych blogów z interesującymi myślami zmieniłam nastawienie do otoczenia a raczej uwydatniam te sprawy które były oczywiste ale których bałam się przeżyć całym sobą. Czytając to co tu umieszczam to (trudno uwierzyć!) tylko jakby “kożuszek zebrany z przegotowanego mleka”. Jedna mała warstwa, a tyle treści i myśli. Nie pytajcie co się kryje w tym “mleku”, cała reszta to tak dużo myśli, że musiałabym pisać w nieskończoność a i tak nie starczyłoby mi życia na opisanie tego na co zwracam szczególną uwagę i tego  co powoduje że szczęśliwy człowiek się uśmiecha :) Dlatego opisuje rożne szczegóły, takie które zostawiają ślad na zawsze.
Dobrze jest prowadzić takiego bloga. Dla jednych można ten rodzaj działalności zaliczyć pod kategorię swojego rodzaju hobby. Moim niewątpliwie też się stał ;)

Kolejny tydzień koszmarów, i trzymam się. Czemu mam się przejmować światem który rozgrywa się poza moją “prawdziwą” świadomością? Nie umiem w trakcie snu “rezygnować” z danych myśli, ale powoli zbliżam się do stanu gdy nie będę śniła tego czego nie zechcę. Trwa to nieco dłużej, niemniej jest do wykonania! Trudno uwierzyć. Pierwsze efekty już widoczne.

Tytuł tym razem dedykuję mieście Kraków. Za dużo by pisać, ale dawno temu nie przeżyłam dnia w taki “całkowity” sposób. Dawno temu nie przeżywałam czegoś tak, by “wycisnąć wszystkie możliwe soki”. Ile jednego dnia można zrobić! Zwiedziłyśmy cały stary rynek (no prawie). Celem było Muzeum Sztuki Współczesnej w Sukiennicach, do którego nie zdążyłyśmy :/

Dojechałyśmy w upał, z parkingiem było ciężko, gdy nagle wylądowałyśmy prawie że na rynku :) Wszędzie blisko, najpierw pobliskie kościoły (w przeciągu całego dnia byłyśmy świadkami pięciu ślubów). Na jedno wesele miałyśmy okazję “wpaść” nawet niechcący, ale zrezygnowałyśmy z pomysłu ;) Kolejna atrakcja: kawiarenka z dziwną obsługą, potem Wawel (te kręte drogi, schody, cóż-lekko męczące), nie mniej jak zwykle niezapomniane przeżycie. Zanim turysta wejdzie już do jakiegokolwiek budynku podziwia piękny widok na Wisłę.
Mała dygresja: zapomniałam wspomnieć o parkingu. Sam parking stwarzał wrażenie zabytkowego, tak jak byśmy wjeżdżały do samego Wawelu!
Zdjęcia, pstryk, pstryk, niebawem umieszczę kilka z Krakowa i Gdańska.
Nie mam siły zbytnio się rozpisywać więc dalej w skrócie co mnie “ujęło”. Miałyśmy kilka dziwnych sytuacji nawet w Krakowie.

Zadziwia mnie sposób w jaki ludzie potrafią innych ocenić. W tej chwili mam na myśli relacje między zupełnie obcymi ludźmi. My jako turystki miałyśmy wczoraj styczność z wieloma ludźmi, głównie turystami ale zadziwili mnie sami rodacy. Odbijam od tematu, do którego zaraz powrócę.

Jedna sprawa dość smutna: Krakowianie nie mają pojęcia o własnej kulturze. Przykład (żalosny zresztą): siedzą młodzi ludzie “w Sukiennicach” -malarze, próbują sprzedać swoje prace. Na pytanie gdzie jest Muzeum Sztuki Współczesnej ( za rogiem!!!!!!) nie wiedzą, odsyłają do informacji (też za rogiem, obok muzeum ;) ). Sami to przemyślcie, ale to jest smutne! Siedzą przed tymi Sukiennicami, zajmują się sztuką i nie wiedzą gdzie jedna z najważniejszych wystaw ma miejsce???

Drugi przykład: pytamy róznych ludzi, młodych, starszych, najstarszych o koncert jazzowy który ma odbyć się niedaleko rynku. Jaka reakcja? Zdziwione twarze, miny jakby nic nie wiedzieli (i rzeczywiście nie wiedzieli). Ludzie co się dzieje? To my jako turystki okazuje się jednego dnia dowiedziałyśmy się więcej o kulturze niż osoby mieszkające tam na codzień. Druga strona medalu: po prostu nie wszyscy interesują się sztuką, nawet jeśli danego dnia (jubileusz 750lecia istnienia Krakowa) pracują w imię “kultury”.

Kolejny przykład. O “Piwnicy pod baranami” słyszał chyba każdy, albo większość. Pytam gdzie ten lokal się znajduje, a młody człowiek na to: “chyba w tym rogu rynku ale nie jestem pewien”.
…????????

Wracając do oceny ludzi. Jedna z towarzyszek wycieczki miała już wejść do kościoła gdy pewien pan (strażnik?) stwierdził że musi zakryć (ona) gołe ramiona. Ponieważ moja współtowarzyszka została lekko zaskoczona, nie odzywała się przez chwilę a pan zaczął do niej po angielsku. Amerykanka! ;)
Drugi “incydent” przy wejściu na wieżę w katedrze. Siedzi taka zwyczajna pani w średnim wieku. Pokazujemy bilety. Kolejno: pierwsza ze współtowarzyszek, ja, moja rodzicielka, druga ze współtowarzyszek. Pani przybija stempel i słyszymy kolejno taki komentarz:
- Dziękuję…, thank you…, thank you…, dziękuję.
:D

Obcokrajowczynie. Po czym “poznała” że my nie Polki? W pierwszym momencie byłam naprawdę lekko zdziwiona że taką selekcę przeprowadziła. Po kilku minutach stwierdziłam, że powody mogły być w sumie dwa.
Jeden: ubiory. Niekonwencjonalne. Ja: styl hiszpański. Mama: nowoczesny, na pewno nie polski.
Dwa: język. Obie współtowarzyszki rozmawiały wtedy dość dużo. My - nic. Tak,…Polaków postrzega się za bardziej “rozgadany” naród…….może.

Uwieńczeniem wieczoru był koncert jazzowy. Nie “widziałam” a raczej nie słyszałam Bałaty, ale trudno. Sympatyczny człowiek-pożyczył aparat fotograficzny od jednego z paparazzich i robił zdjęcia publiczności. Cudem zdążyłyśmy na Janusza Muniaka i jego kwintet. Co Ci muzycy potrafią! Ten saksofon! Respekt. Zaintersował nas również występ zespołu z Łotwy. Solistka naprawdę “potrafiła” nieźle śpiewać.

Idę spać, dobranoc, a tym czasem życzę Wam wszystkim abyście równie miło spędzali czas, nie ważne czy pada deszcz czy świeci słońce ! :D

Leave a Comment