05.02.07
Pani B., grafik, inny świat i Warszawa
Miałam postanowienie pewne, ale złamałam ! Słaba wola
Jedna osoba wie jakie.Ciii…
Cóż powód jest w każdym razie. Nie dawno minęło południe a miałam okazję brać w wielu ciekawych zjawiskach. Mój dzień miał się rozpocząć pięknym przebudzeniem poprzez budzik. Zaczęło się od tego że kot zrzucił na mnie siaty, buty z kartonem i siebie, bo chciał wskoczyć na szafę. Była to godzina gdzieś czwarta rano. Biedny… Będzie miał karę, wykąpię go. Wstałam zatem z trudem po tej ósmej by zdążyć na autobus 9.05. Okazało się na przystanku, że takiego autobusu nie ma. Mimo to i tak miał przyjechać. Dopiero później okazało się, że przyjechał wcześniej.
Umówiłam się z panią B. J na wycieczkę na cmentarz żydowski. Ona pojechała, ja zostałam…. Nie, nie, ja poszłam na piechotę do centrum… Te autobusy są bez sensu. Przy okazji „wpadłam” do parku. Ładnie tam mimo tych gór piachu.
Doszłam do nieszczęsnego przystanku w alejach, i zobaczyłam panią B. ! Na szczęście poczekała na „córkę marnotrawną”.
I zaczęła się „impreza”… Opowiedziała mi o koszmarze, he he, ciekawy ten koszmar był i miał coś wspólnego z pewnym grafikiem. Co sobie przypomnę to mi się śmiać chce. Powracając do czekania na przystanku. Brałam udział w scence w której było duuużo śmiechu. Nie wiem czy ludzie się patrzyli, nie mniej chyba zauważyli dwie dziewczyny smiejące się bez przerwy dłuższy czas o wpół do dziesiątej rano
Dojechałyśmy do tego miejsca i rzeczywiście. Ten urok…wspaniały. Dosłownie jak to opowiadała pani B. „… jak w tajemniczym ogrodzie”. Kto nie widział niech obejrzy. Piękne miejsce. Posiada swój charakter, ta tajemniczość, „inność”. Pozarastane alejki, drzewa, ziemia bluszczem. Groby niektóre bardzo zniszczone, ale wiele tam takich ładnych, zabytkowych. Szczerze bałam się trochę, mała adrenalina była. Mimo, iż „biały dzień” to jednak miejsce na lekkim odludziu. Dużo krzaków…Jednak ogólnie piękne miejsce. .->następnym razem z aparatem.
Po kilku chwilach spędzonych w autobusie.. właściwie dwóch, Gaude Mater, Vero Moda
, przystanek, znowu miałyśmy okazję zagościć a autobusie z numerem 18. A jest to ważne zjawisko, bo co się okazało? Że my nie w Częstochowie jesteśmy a w Warszawie ! A to niespodzianka. Przystanek Sobieskiego, a głośniki mówią co innego:” za chwilę przystanek Warszawa Wschodnia”.
Pojechałam do centrum Częstochowy, a wróciłam z Warszawy.. To się nazywa szybkie podróżowanie
gosia1k said,
maj 3, 2007 at 17:02
Ja tez jechałam ostatnio przez Sobieskiego, a mówili, że to Warszawa, - Grochowska, Warszawa Ostrówek… taka ta Częstochowa tajemnicza…
A jak byś chciała, to ja mam gdzieś masę zdjęć z cmentarza żydowskiego…
agnieska said,
maj 3, 2007 at 21:40
A widzisz… Warszawa da się lubić… A co do zdjęć, chętnie jednak kiedyś tam w przyszłości. Mam po prostu cel i taką swoją przyjemność by pojechać tam jeszcze nie raz i zrobić te zdjęcia
gosia1k said,
maj 3, 2007 at 23:26
Nie no, jasne, ale jakbyś już chciała, to służę
Wiesz, ze zawsze mozesz na mnie liczyć
agnieska said,
maj 5, 2007 at 08:44
…w końcu Ci “płacę” te tysiąć co tydzień…